Eurogamer.pl

Aven Colony - Recenzja

Młodszy kuzyn SimCity o kosmicznych ambicjach.

Aven Colony dołącza do niezbyt dużego portfolio gier o zarządzaniu miastami na konsolach. To produkcja być może zbyt prosta dla bardziej doświadczonych i szukających poważnego wyzwania miłośników tego typu strategii na pecety. Niemniej, jest to tytuł wyjątkowo uroczy, stawiający na przyjemną zabawę i odrobinę relaksu. W przypadku konsol sprawdza się znakomicie jako pozytywna odmiana po kolejnych grach akcji i strzelaninach.

Wcielamy się w rolę gubernatora kolonii na planecie Aven Prime. Rozbudowa placówki wiąże się z kosztami i żonglowaniem zasobami, a przecież mieszkają tu i pracują ludzie, którym należy zapewnić nie tylko komfort życia, ale i bezpieczeństwo.

Gra od początku dobrze balansuje między strategią o budowie kolonii kosmicznej a typowym symulatorem aglomeracji, w którym musimy dbać zarówno o prawidłowe funkcjonowanie naszego miasta, jak i zarządzać nim w czasie rozmaitych kryzysów.

1

Widok kolonii momentami potrafi zachwycić

Najpierw skupiamy uwagę na aspekcie rozbudowy stacji, by zapewnić dostęp do surowców. Sterowanie padem na konsoli jest intuicyjne i bardzo wygodne. Pozwala na szybkie przeskakiwanie pomiędzy podglądem potrzeb bazy, celami misji i budową nowych placówek. Wszystkie prace związane z rozbudową wykonują drony, wykorzystując specjalny budulec, który stanowi jedyne ograniczenia w czasie rozwoju. To etap najmniej atrakcyjny, ale na szczęście też dosyć krótki.

Prawdziwa rozgrywka rozpoczyna się, gdy nasze miasteczko staje się samowystarczalne i wkraczamy w fazę kontroli kolonii, do której ciągle przybywają nowi mieszkańcy. Ludności należy zapewnić rozrywkę w postaci barów, sklepów, restauracji i parków. Obywatele mają liczne potrzeby i musimy zadbać o wszystkie, włącznie z poczuciem bezpieczeństwa, które gwarantują policyjne drony patrolujące cały obszar.

Nie musimy się martwić, że dziwne umiejscowienie niektórych budynków w zakładkach i odszukiwanie tych właściwych doprowadzi do zaniedbań, gdyż w każdej chwili możemy zatrzymać czas i spokojnie przeszukać menu budowy oraz kontroli placówek.

Z racji pełnej władzy nad czasem trudno mówić o stresujących wydarzeniach. Kryzysy wywołane epidemiami, zniszczeniami dokonanymi przez agresywną faunę czy też losowymi katastrofami naturalnymi odbieramy raczej jako urozmaicenie niż coś, co zagraża całej populacji. Dbamy jednak o pilnowanie ładu i zadowolenia, ponieważ gra zakończy się niepowodzeniem także wówczas, gdy nie zdobędziemy odpowiedniej liczby głosów poparcia w cyklicznych referendach obywatelskich.

2

Działka do obrony przed agresywnymi zarodnikami w pewnym momencie stają się koniecznością

Kampania podzielona jest na budowę kilkunastu miasteczek w różnych regionach planety, gdzie panują odmienne warunki pogodowe oraz możliwości wydobywania surowców i sadzenia roślin. Przez każdy rozdział prowadzi nas zestaw misji, łączących się w jedną fabularną całość, ale po trzecim regionie - po odblokowaniu wszystkich opcji rozbudowy - zlecenia traktujemy jako wskazówki i działamy zgodnie z własnym przeświadczeniem.

Ciekawym dodatkiem do standardowego zarządzania są ekspedycje, które zostają odblokowane po kilku pierwszych misjach. Wysyłamy zespoły specjalistów na wędrówki eksploracyjne poza tereny metropolii, gdzie możemy natrafić na różne niespodzianki - zarówno skarby, jak i na przykład banitów, którzy odcięli się od naszej kolonii. Szkoda jednak, że to urozmaicenie nie zostało udostępnione już w pierwszej misji.

Po ukończeniu kampanii osoby poszukujące wyzwań mogą skorzystać z trybu piaskownicy, gdzie sami decydujemy o regionie kolonizacji, warunkach oraz częstotliwości wydarzeń losowych. To właśnie tutaj można ustawić sobie poprzeczkę, której właściwie nie ma w czasie fabularnych etapów.

Mimo pewnych ograniczeń rozbudowy i małej różnorodności zdarzeń losowych, gra potrafi zaskoczyć. Twórcy zadbali o drobne detale, na które zwracamy uwagę dopiero po wielu godzinach. W trakcie kampanii przez przypadek odciąłem dostęp pewnego sektora kolonii od reszty aglomeracji, w tym szpitala. Szybko pojawili się strajkujący mieszkańcy, którzy wyświetlali hologram strajkowy i wykrzykiwali hasła postulujące zapewnienie dostępu do służby zdrowia.

Nieco rozczarowuje natomiast strona wizualna, którą można ocenić jedynie jako poprawną. Tekstury obiektów z bliska nie imponują, choć widok całej metropolii na tle nieziemskiego krajobrazu bywa czarujący. Styl architektury jest jednolity, więc miłośnicy planowania skwerów i punktów kulturowych w miastach, mogą dać upust wyobraźni bez obaw, że jakiś budynek będzie stylistycznie odstawać od reszty.

Aven Colony być może nie jest najbardziej wymagającą ze strategii i symulatorów miast, ale na pewno jest obiecującym projektem - twórcy zapowiadają wiele aktualizacji i zmian, które wpłyną na rozgrywkę. Już dziś gra ma jednak wiele uroku, obok którego trudno przejść obojętnie. Nie jest to tytuł dla doświadczonych graczy, ale posiadający konsole miłośnicy relaksującej zabawy w gubernatora kolonii nie będą zawiedzeni.

Aven Colony - Recenzja Łukasz Winkel Młodszy kuzyn SimCity o kosmicznych ambicjach. 2017-08-02T12:20:00+02:00 4 5
Reklama

Komentarze

Załóż konto

lub

  • Wczytywanie...