Eurogamer.pl

Final Fantasy 14: Stormblood - Recenzja

Najlepszy rozdział.

Stormblood przypomina, że Final Fantasy 14 to MMO bez dwóch zdań warte opłacania abonamentu. Mnóstwo zawartości i aktywności, angażujący wątek fabularny, interesujące nowe klasy i inne dodatki pozwalają miło spędzić w świecie gry - co najmniej - dziesiątki godzin.

Świetne pierwsze wrażenie zawdzięczać można scenariuszowi. Sieciowy hit od Square Enix zawsze oferował dobry poziom opowieści, ale historia w nowym dodatku jest ciekawsza i bardziej wciągająca niż to, co otrzymaliśmy wcześniej.

Nasz bohater i kilka powracających postaci ponownie muszą zmierzyć się z siłami złego imperium, choć w dużej mierze nie bezpośrednio. Starają się wzniecić ogień rewolucji w dwóch regionach, których mieszkańcy żyją pod okupacją.

Sam pomysł na podstawy fabularne nie jest może oryginalny, ale wykonany został doskonale. Na pochwałę zasługuje dojrzałe podejście do tematu powstań zbrojnych. Przy okazji wielu misji czujemy zniechęcenie i zrezygnowanie obywateli zwiedzanych krain, którzy w dużej mierze nie chcą już walczyć. To wpływa negatywnie na postawy i nastroje bohaterów, co też nieźle przedstawiono.

storm2

Antagoniści napisani są świetnie, często wypowiadają się dosadnie i brutalnie

Oczywiście wciąż mamy do czynienia ze stosunkowo tradycyjnym MMO, dlatego narracja nie jest płynna. Pomiędzy istotnymi dla głównego wątku scenami i wydarzeniami musimy wykonywać niezbyt ekscytujące czynności czy zadania trochę odstające od poważnych zmagań i moralnych dylematów związanych z rewolucją. Mimo to, scenarzystom należy się wielki szacunek, bo otrzymujemy prawdopodobnie najlepszą - jak na standardy gatunku - historię w ramach gatunku.

Pod względem mechaniki rozgrywki nie otrzymujemy żadnych istotnych zmian, co oznacza, że walka wciąż opiera się na tradycyjnym systemie znanym też z World of Warcraft. Wskazujemy cel, a następnie używamy różnych ataków i zdolności, obserwując stale wroga i jego pasek życia. Często musimy też odpowiednio pozycjonować bohatera, by nie było zbyt statycznie.

Na pierwszy rzut oka jest więc tak samo, ale na szczęście wystarczy przyjrzeć się wszystkim klasom z osobna, by dostrzec sporo modyfikacji. Pozbyto się niektórych talentów, których gracze praktycznie nie używali, w niektórych przypadkach dodano nowe moce. Każda profesja ma teraz także specjalny wskaźnik energii, inny dla każdego. W efekcie musimy zwracać uwagę nie tylko na zdrowie i manę, by najlepiej wypaść na polu bitwy.

Są także dwie zupełnie nowe klasy. Jeżeli ukończyliśmy wątek z poprzedniego rozszerzenia, możemy zostać Samurajem lub Czerwonym Magiem. Obydwie role są szalenie efektowne w akcji, choć tym pierwszym gra się nieco trudniej, gdyż bardzo ważne jest odpowiednie ustawianie się oraz kombosy. Red Mage jest natomiast prostszy w obsłudze, ale i tak interesujący, z uwagi na połączenie ataków magią i szpadą.

Niestety dwie wprowadzone w Stormblood klasy to specjaliści od zadawania obrażeń. Trochę szkoda, że fani healerów czy tanków nie otrzymali czegoś dla siebie - dodatek Heavensward był w tym względzie nieco lepszy, ponieważ proponował po jednej nowej klasie dla każdego archetypu „świętej trójcy” MMO.

Narzekać można też na brak interesujących innowacji związanych z zadaniami. W jednym regionie możemy co prawda podróżować pod wodą, ale jest to tylko dosyć ograniczona, bonusowa forma eksploracji. Przeważająca większość zadań - jeżeli chodzi o gameplay - nie zaskakuje w żadnym stopniu.

Fabuła prowadzi nas na początku przez krainę Gyr Abania, ale więcej czasu spędzamy na Dalekim Wschodzie świata Final Fantasy 14. Inspirowane starożytnymi Chinami i Japonią obszary oraz miasta wyglądają świetnie, a eksplorację umila perfekcyjnie dobrana ścieżka dźwiękowa, która nie nuży nawet po wielu godzinach.

Z pewnością nie zawodzi nieodłączny element każdego MMO, czyli aktywności grupowe. Nowe Primale - walki z bossami z trybu fabularnego - są fenomenalne i należą do najlepszych w całej grze. Z początku są trudne nawet na normalnym poziomie, ale jednocześnie świetnie przygotowują do tego, co czeka graczy na maksymalnym poziomie doświadczenia.

storm3

Walki z bossami są wymagające, ale też odpowiednio efektowne

Gry tak złe, że aż trudno uwierzyć... Ale i tak musisz je poznać! Gry tak złe, że aż trudno uwierzyć...

W sumie otrzymujemy aż osiem nowych dungeonów - instancji dla czwórki graczy. Każdy związany jest z fabułą i oferuje spore wyzwanie. Największe wrażenie robią trzy ostatnie, przeznaczone postaci na 70 poziomie. Projektanci sprawnie przeplatają różne znane i zmodyfikowane mechaniki, by walki nie były monotonne. Obecnie gra oferuje też pierwszą część raidu Omega dla bardziej zaawansowanych.

Fanów PvP zainteresują zapewne dosyć istotne zmiany w tym trybie rozgrywki. Zniesiono bardziej restrykcyjne wymagania dotyczące poziomu bohatera, wprowadzono zdolności do używania wyłącznie w trybie rywalizacji, a wykonywanie kombosów jest teraz łatwiejsze.

Jeżeli jesteście fanami Final Fantasy 14, z pewnością zakupiliście już dodatek. Jeżeli zastanawiacie się nad powrotem - już nie musicie. Zdecydowanie warto sięgnąć po Stormblood, choćby tylko dla świetnego wątku głównego i doskonałych starć z bossami. Reszta zmian, nowości i ulepszeń to przyjemny bonus.

Final Fantasy 14: Stormblood - Recenzja Mateusz Zdanowicz Najlepszy rozdział. 2017-07-14T14:26:00+02:00 4 5
Reklama

Komentarze

Załóż konto

lub

  • Wczytywanie...