Eurogamer.pl

Micro Machines World Series - Recenzja

Zabawa w skali mikro.

Szalone wyścigi wracają po ponad dekadzie nieobecności. Grze daleko jednak do poziomu atrakcyjności z dawnych lat.

Wyścigi malutkich aut pędzących po trasach przypominających improwizowane tory dla resoraków budziły zawsze młodzieńcze wspomnienia i przy okazji bawiły rozgrywką dla kilku osób przy jednym telewizorze. Urok Micro Machines World Series może jednak zostać przysłonięty przez nacisk na rozgrywkę wieloosobową, małą różnorodność samochodów i tras oraz skrzynki rodem z Overwatch.

Nie jest to krytyka współczesnych rozwiązań w grach, a jedynie zwrócenie uwagi na fakt, że nie są one w stanie zastąpić rzeczy, które stanowiły o sile danego tytułu. Micro Machines to od zawsze ciekawe turnieje z innymi graczami i komputerem, wiele pomysłowych torów oraz czysta beztroska płynąca z odmiennego podejścia do wyścigów.

W World Series na wstępie uderza kompletny brak trybu dla jednego gracza. Gwoździem programu jest opcja „Quick play”, która wyszukuje dla nas wolne miejsce w jednym z trybów rozgrywki sieciowej z jedenastką innych kierowców. Nie ma mowy o samotnym szlifowaniu umiejętności i nauce poszczególnych etapów.

1_skroty

Na każdej trasie są dostępne skróty - należy pamiętać, że mogą kończyć się lądowaniem w ...miodzie

Metodą obejścia braku trybu single-player jest wybór gry lokalnej (do 4 osób przy jednym urządzeniu) i aktywowanie trzech botów. Nie mamy jednak wtedy dostępu do wszystkich torów, więc trudno mówić tu o poważnej zabawie w wykręcanie najlepszych czasów.

Twórcy przygotowali trzy rodzaje zabawy w sieci. Race to klasyczny wyścig, gdzie wykonujemy kilka okrążeń z zamiarem zdobycia pierwszego miejsca. Głównym minusem jest brak jakiegokolwiek turnieju - tutaj po każdej potyczce szukamy oponentów na nowo.

Elimination to specyficzny rodzaj rywalizacji. Kamera podąża za liderem i jeżeli spadniemy z toru albo będziemy na tyle wolni, że znikniemy poza kadrem, wtedy odpadamy. Jest to niewątpliwie najciekawszy i najbardziej zabawny ze wszystkich rodzajów rozgrywki.

Mimo losowych broni w każdym trybie, ich kluczowa rola ujawnia się głównie w ostatnim, czyli Battle. Dwie drużyny ścierają się na arenie, pomagając sobie w walce specjalnymi mocami, jednocześnie starając się dowieźć bombę do bazy przeciwnika. Ta forma gry jest dosyć chaotyczna, tym bardziej że nie tylko musimy uważać na artylerię wroga, ale i krawędzie planszy. Momentami tracimy poczucie kontroli i trudno czerpać przyjemność ze starć.

Stare Micro Machines słynęło z oryginalnych i sprytnie zaprojektowanych tras. W World Series lokacje są równie ciekawe, ale jest ich zaskakująco mało. Uruchomienie gry na pół godziny skutkuje poznaniem większości torów. Brakuje też balansu - zdarzają się przyjemne i szybkie okrążenia, jak na przykład po stole bilardowym, ale trafiamy także na stół majsterkowicza bądź do lepiącej się kuchni, gdzie na każdym kroku spadamy lub uderzamy w kolejną pułapkę pokroju piły czy palnika gazowego.

Czerpanie przyjemności z pokonywania tras jest trudne również za sprawą samych pojazdów. Auta różnią się wizualnie i możemy wybrać spośród dwunastu dostępnych resoraków, z których większość prowadzi się bardzo podobnie.

Szybko odczuwamy jednak wyjątkowo słabą przyczepność, która potrafi przeszkadzać. Samochodziki ślizgają się na suchej i czystej trasie, a po wjechaniu w plamę oleju, mleka bądź czegokolwiek innego, możemy tylko czekać na automatyczne wrzucenie na tor po upadku. Częstym widokiem jest obserwowanie rywali ślizgających się bezwładnie po planszy.

3_battle

Podczas bitew czasem trudno zorientować się w sytuacji

Najgorsze i najśmieszniejsze symulatory Wszystko może być symulacją! Najgorsze i najśmieszniejsze symulatory

W grze dostępne są także wyścigi specjalne, które są ograniczone czasowo i pojawiają się tylko co kilka dni. Trafiają się tam nowe tory i tryby, jednak trudno uznać to za system motywujący do uruchamiania gry. Jedyną nagrodą są skrzynie z losowymi przedmiotami do modyfikacji wyglądu samochodzików. Takie prezenty otrzymujemy po każdym awansie na wyższy poziom. Dwanaście pojazdów to jednak stosunkowo mało i znacznie więcej możemy odblokowywać w dwuletniej już wersji mobilnej.

Dziwi również dobór muzyki. Zamiast lekkich, wesołych melodii, pasujących do konwencji gry, przez większość czasu w trakcie gonitw słyszymy średniej półki kawałki elektroniczne pasujące raczej do neonowych strzelanek, futurystycznych bijatyk bądź też berlińskich pubów.

Micro Machines World Series wydaje się ubogie w zawartość. Mała liczba aut, tras, trybów i brak turniejów rozczarowują. Po kilkugodzinnym obcowaniu z grą trudno zmotywować się do powrotu. To wciąż ciekawa propozycja do chwilowej rozrywki ze znajomymi przed jednym ekranem, ale nic, co wciągnie na dłuższy czas.

Reklama

Komentarze (1)

Załóż konto

lub

  • Wczytywanie...