Eurogamer.pl

Guardians of the Galaxy: The Telltale Series, Epizod 1 - Recenzja

W miarę dobry początek.

Najnowsza gra przygodowa od Telltale rozpoczyna się lepiej od historii Batmana czy Michonne z The Walking Dead.

Chociaż Strażnikom Galaktyki w wydaniu Telltale Games brakuje fenomenalnej oprawy muzycznej i polotu filmowej historii Petera Quilla i spółki, po raz pierwszy od dłuższego czasu specjalistom od gier przygodowych udało się stworzyć interesujący początek opowieści. Pytanie tylko, czy po przyzwoitym starcie zaserwują nam godny uwagi sezon?

Wirtualni Strażnicy nie mają nic wspólnego z kinowym uniwersum Marvela - to zupełnie nowa, oderwana od innych historia, w której Telltale wydaje się mieć znacznie większą swobodę kreowania świata niż w przypadku wydanego w ubiegłym roku Batmana.

Najbardziej widoczną zmianą w stosunku do filmu jest dynamika wewnątrz drużyny. Starlord - to nad nim przejmujemy kontrolę - znacznie wyraźniej odgrywa tu rolę przywódcy. To do niego należy dbanie o dobre samopoczucie wszystkich członków zespołu, trochę czasu spędzimy więc rozmawiając o problemach nękających poszczególne postaci. Całkiem nieźle pozwala to wczuć się w świat gry, choć momentami trudno nie mieć wrażenia, że Drax i Rocket gadają wciąż o tym samym.

Bohaterowie nie są zbyt wyraziści - Peter Quill zagrany jest dość beznamiętnie, podobnie zresztą jak Gamora. O szopie lubiącym demolkę powiedzieć można tylko, że jest niesamowicie irytujący, a związany z nim humor jest raczej miałki. Na tle pozostałych najlepiej wypada Drax, którego kompletne niezrozumienie metafor czy ironii zmusza czasem do uśmiechu.

Historia obraca się wokół więzi rodzinnych i przyjaźni, a opowiedziana jest całkiem przyzwoicie. Już na początku gry bohaterowie dokonują czegoś całkiem imponującego, a potem, jak przystało na Strażników, pakują się w kłopoty przez własną nonszalancję. Przez półtorej godziny twórcom udaje się rozpocząć całkiem sporo wątków i poprowadzić je w taki sposób, że jesteśmy ciekawi dalszego ciągu.

Niezbyt imponująco prezentuje się oprawa audiowizualna. Klasyki lat osiemdziesiątych kojarzone z filmu Marvela są w grze zwyczajnie nieobecne, a spośród utworów wybranych przez Telltale żaden nie zapada mocno w pamięć.

Wykorzystywany wcześniej silnik po raz kolejny nie poradził sobie najlepiej z generowaniem dynamicznych scen akcji. Spora bitwa, w jakiej uczestniczą Strażnicy, nie robi zbytniego wrażenia ze względu na fakt, że każde nowe ujęcie zatrzymuje na chwilę akcję, a spowolnienia, podczas których musimy nacisnąć odpowiedni klawisz, by wyprowadzić atak, są tak długie, że naprawdę trudno zepsuć.

gottg11

Kolejny raz twórcy postawili na sprawdzony silnik graficzny, który momentami lekko nie nadąża za akcją

40 gier z historii FPS-ów Od Wolfensteina do Destiny. 40 gier z historii FPS-ów

Trudno też nie zwrócić uwagi na nie najlepiej wykonany model Gamory, zielonoskórej Strażniczki, która w komiksowej wersji ma wokół oczu złote obramowanie. W produkcji Telltale bohaterka ma na twarzy dwie żółte plamy, które bardziej szpecą, niż ozdabiają postać. Także Drax, którego ciało pokrywają czerwone tatuaże, wygląda na komputerze znacznie mniej imponująco niż w filmowym czy papierowym wydaniu.

Mimo wad, pierwszy epizod okazuje się być całkiem zjadliwy - poznajemy wszystkich bohaterów, dostajemy zaczątek fabuły, a akcja toczy się w przyzwoitym tempie. Szkoda tylko, że podobnie jak kilka ostatnich produkcji Telltale, trwa on zaledwie dziewięćdziesiąt minut, podczas gdy tytuły takie jak The Wolf Among Us czy The Walking Dead oferowały nieco więcej za tę samą cenę.

Reklama

Komentarze

Komentarze zostały zamknięte, ale możesz kontynuować dyskusję pod innymi materiałami lub na Forum!

  • Wczytywanie...