Eurogamer.pl

Spotkanie z deweloperami kolejną wizerunkową wpadką G2A

AKTUALIZACJA: G2A odpowiada.

Aktualizacja: G2A przesłało Eurogamerowi oświadczenie, w którym firma odnosi się do dzisiejszych wydarzeń. Jak napisano:

„Odnośnie szarej strefy, definicje tego zjawiska są różne, jednakże kojarzą się negatywnie i osoby, które w taki sposób nas nazywają, chcą zaszkodzić naszej firmie, na co nie możemy się zgodzić. Odsprzedaż kluczy jest całkowicie legalna, przynosi wiele korzyści graczom, a także wprowadza element konkurencji na rynku oraz zapobiega podnoszenia cen gier do niebotycznych kwot.

Osoby, które chcą tego zabronić, działają przeciwko wolnemu rynkowi i prawu własności, które jest podstawą nowoczesnej ekonomii. Jeśli coś powinno być nazwane szemranymi oraz szarymi praktykami, to sugestie, które mają na celu szkodzenie legalnie działającej platformie. Jeśli ktoś nazywa G2A szarą strefą, niech spróbuje zrobić to samo w przypadku serwisów jak eBay czy Amazon i wszystkich innych platform tego typu - to oczywiste, że jesteśmy częścią normalnego, legalnego, wolnego rynku.

Benefity. Chcemy wyjaśnić sprawę dotyczącą podziału zysków z twórcami gier/ wydawcami oraz innymi sprzedawcami, bo wydaje się, że zaszło pewne nieporozumienie podczas panelu. Na naszej platformie istnieją dwa rodzaje zysków, które mogą dostać twórcy gier. Pierwszy rodzaj jest wynikiem sprzedaży prowadzonej bezpośrednio przez twórców gier - w tym przypadku G2A pobiera ogólną opłatę w wysokości 10,8% od sprzedaży. Pozostałe 89,2% trafia bezpośrednio do twórców gier (ten procent jak dobrze wszyscy w branży wiedzą jest znacznie wyższy niż standard, który wynosi 70%).

Dzięki przystąpieniu do programu G2A Direct twórcom gier przysługuje dodatkowy procent - tym razem mogą dostać do 10% zysku od sprzedaży ich produktów przez osoby trzecie na platformie G2A. To jest niezwykle atrakcyjna oferta, żadna inna platforma na świecie, nie oferuje nic nawet zbliżonego. Proszę sobie wyobrazić, że ktoś kupił telewizor, na przykład firmy LG, a później postanowił odsprzedać go na Allegro, eBayu, lub innym marketplace. Te platformy nie zaoferują firmie LG, ani żadnej innej firmie procentów od tego typu sprzedaży. Jesteśmy jedyną platformą na świecie, która to oferuje twórcom gier.

Ani liczba pracowników ani ich płeć, nie stanowi powodu, aby traktować naszą firmę w jakikolwiek inny sposób. Jesteśmy dumni z naszych pracowników - zwłaszcza, że pracując w jednym zespole, pochodzą z ponad 30 różnych krajów i mają bardzo różne specjalizacje. Jednakże podkreślamy jeszcze raz, że to nie jest powód, aby traktować naszą firmę gorzej lub lepiej.”

*

Oryginalna wiadomość: Platforma aukcyjna G2A kroczy od kontrowersji do kontrowersji. Dzisiejsze spotkanie na konferencji Reboot w Chorwacji zakończyło się kolejną wizerunkową wpadką, podczas gdy pracownik starał się tłumaczyć działalność firmy grupie słuchaczy.

Problem w tym, że na prelekcji pojawili się głównie niezależni deweloperzy, którzy zazwyczaj nie mają zbyt wiele dobrego do powiedzenia na temat firmy z Rzeszowa.

Wszystko to zaledwie dwa tygodnie po głośnym zerwaniu współpracy z Gearbox w kwestii sprzedaży wersji kolekcjonerskich Bulletstorm: Full Clip Edition.

Mario Mirek z G2A zaczął rozmowę z Danem Pearsonem z serwisu Gamesindustry.biz w dość agresywnym tonie, tłumacząc, że jego firma nie operuje w tak zwanej „szarej strefie”.

Przysłuchujący się wystąpieniu Rami Ismail ze studia Vlambeer bardzo szybko zareagował na Twitterze, publikując definicję „szarej strefy”, co ma oznaczać legalną sprzedaż dóbr, ale w kanałach, których nie przewidział producent. Czyli - jak sugeruje deweloper - na przykład odsprzedaż kluczy do gier na G2A.

Powrócono także do kwestii wspomnianego zerwania współpracy z Gearbox.

„G2A było zaskoczone, że »Gearbox publicznie zakończyło kooperację ze względu na yuotubera«, nie zdając sobie sprawy, że zrobili to ze względu na niejasne praktyki G2A” - dodaje Ismail.

Dalej było już tylko gorzej. Mirek miał zasugerować, że szansa na pozyskanie 10 procent zysków z odsprzedawanych na platformie aukcyjnej kluczy to „bardzo atrakcyjna oferta”, z czym - jak można się domyślać - nie zgodzili się obecni na sali deweloperzy.

„G2A zasugerowało, że nie możemy krytykować ich za sprzedawanie nielegalnie pozyskanych kluczy, ponieważ 40 procent z 750 pracowników to kobiety” - naśmiewał się Ismail.

Równie interesujący przebieg miała sesja pytań i odpowiedzi. Inny niezależny twórca - Mike Bithell - wdał się w ciekawy dialog z przedstawicielem firmy.

- Każecie płacić za system Shield konsumentom, którzy chcą uniknąć oszustw. Prosicie o nasz czas i energię w celu wykrywania oszustw w zamian za 10 procent. Jestem ciekawy, co robi 750 osób - w tym 40 procent kobiet - by zasłużyć na pozostałe 90 proc.?
- Są też ludzie zajmujący się marketingiem, odpowiedzialni za bizn... - odparł Mirek.
- To głównie marketing? - roześmiał się Bithell.
- Nie. Także działy IT i bezpieczeństwa.
- No to dobra robota.

Podczas spotkania po żadnej stronie nie padły może istotne zapewnienia czy argumenty i zarówno G2A, jak i deweloperzy pozostali przy własnych, dobrze znanych stanowiskach, ale poniższy zapis prelekcji dobitnie pokazuje, jaką opinią cieszy się firma z Rzeszowa wśród twórców gier.

Reklama

Komentarze (8)

Załóż konto

lub

  • Wczytywanie...