Eurogamer.pl

Destiny: The Taken King - Recenzja

We właściwym kierunku.

Inwazja króla Oryksa to paradoksalnie najlepsza rzecz, jaka mogła wydarzyć się w Destiny. Najnowsze rozszerzenie The Taken King podkreśla atuty i jednocześnie eliminuje część aspektów uznawanych za wady.

Niektóre elementy nowego dodatku omówiliśmy już w pierwszych wrażeniach, ale atrakcji jest znacznie więcej i na każdym kroku można znaleźć coś nowego.

Po ukończeniu wątku fabularnego historia toczy się dalej. Niezależni bohaterowie przydzielają nam kolejne zadania związane z odparciem armii Oryksa. Pomagamy przy rozstawieniu sond na Dreadnaught'cie, dzięki czemu później patrolujemy krążownik zupełnie jak znane już ciała niebieskie.

Statek rogatego tyrana nie jest tak duży jak mapy planet, za to przecina go sieć tuneli i tajnych przejść. Atutem są nowe rodzaje zadań patrolowych. Inwazje Taken to doskonała okazja do wprowadzenia misji polegających na zabijaniu postępujących po sobie fal ataków, kończących się walką z mniejszym bossem.

Nowością są patrole wykorzystujące speeder - lewitujący motocykl, którym przemierzamy większe odległości. Na mapie pojawiają się słupy energii, przez które musimy przejechać, by podładować generatory. Im szybciej dotrzemy do punktów, tym prędzej zbierzemy wymaganą moc.

Dreadnaught jest niepowtarzalne również ze względu na aktywowane tam przez graczy publiczne wydarzenie. Court of Oryx to miejsce, gdzie po złożeniu specjalnych run aktywujemy walki z bossami. Same runy zbieramy w trakcie patroli.

To nie koniec, gdyż dodatkowo możemy polować na rzadkich, losowych przeciwników, którzy gubią klucze do specjalnych skrzyń. Nowa mapka to labirynt pełen sekretów i niespodzianek.

Cztery nowe zadania typu Strike odbiegają nieco od poprzednich - stały się bardziej dynamiczne. Wrogowie są ruchliwi, agresywni i narzucają szybkie tempo. Zatrzymanie się na chwilę może szybko zakończyć się śmiercią.

4

Gorąca atmosfera

Udział w starszych Strike'ach również nieco się zmienił. Na różnych etapach tych zadań zdarza się natrafić na niespodziewane inwazje Taken. Mała zmiana, a stare przygody od razu wydają się ciekawsze.

Nowy Raid to dodatkowe sześć godzin intensywnej walki. Nie wszyscy będą mogli od razu podjąć się największego wyzwania The Taken King, gdyż wymagany poziom światła to 290. King's Fall charakteryzuje się większą różnorodnością etapów rajdu oraz naciskiem na drużynową organizację.

Bez zgranej grupy można się bezskutecznie męczyć wiele godzin. Najnowszy Raid bliższy jest pełnemu niespodzianek Vault of Glass niż stosunkowo nudnemu Crota's End.

Zadania tygodniowe i codzienne nie zmieniły się w sposób zauważalny, a jedynie oferują nową walutę: Legendary Marks. Standardowo możemy za nią kupować nowe wyposażenie bądź też ulepszać już zdobyty legendarny sprzęt.

3

Centrum społecznościowe

Gunsmith i jego stragan w Wieży również zyskał na popularności. Banshee-44 przydziela specjalne bronie, które same w sobie są rodzajem misji. Testowy arsenał wymaga od nas konkretnych rzeczy, na przykład zabicia określonych przeciwników, czasem w wyznaczony sposób. Wykonanie testu owocuje punktami reputacji frakcji Gunsmith, co później jest nagradzane dostępem do zamówień specjalnych. Wybrany rodzaj ekwipunku odbieramy w środy, które od teraz są zwane Armsday.

Trzecie specjalizacje dla poszczególnych klas, czyli Sunbreaker, Stormcaller i Nightstalker to uzupełnienia brakujących żywiołów u każdego bohatera. Teraz zarówno Titan, Hunter, jak i Warlock mogą wybierać spośród gamy umiejętności ognistych, elektrycznych oraz Void.

Z nowym drzewkiem związana jest misja wprowadzająca tocząca się na przerobionej na potrzeby fabularne mapie Crucible. To również świetnie poprowadzony tutorial nowego wachlarza ataków specjalnych.

Każda klasa może być „szyta na miarę” graczy. Specjalizacje żywiołów, dodatkowe perki i bonusy do statystyk, występujące nawet w pelerynach, skórkach Ghosta i nowych artefaktach, oraz bronie o konkretnych właściwościach - wszystko to daje pełną wolność w kreowaniu Strażnika.

1

The Taken King dodaje też nowe tryby i mapy do sieciowej rywalizacji w Crucible

Sympatycy misji związanych z używaniem stali rycerzy Hive ucieszą się na wieść o nowej ciężkiej broni, jaką są właśnie dwuręczne miecze. Teraz zamiast karabinu czy też rakietnicy na plecach możemy dzierżyć ogromną klingę. Zadawane obrażenia są nieco mniejsze, ale starczają na znacznie dłużej, więc jest to idealne narzędzie do odpierania kolejnych fal agresywnych przeciwników.

Armia Taken to porwani przez Oryksa przedstawiciele dotychczasowych wrogich ras. Przekonwertowani żołdacy mają nowe umiejętności i nieraz potrafią pokrzyżować plany graczy. Brakuje jednak zupełnie nowych przeciwników, którzy nie będą tylko modyfikacją dostępnych już w grze modeli.

Potyczki między graczami wzbogacono o osiem kompletnie nowych map. Areny nie są tak duże jak klasyczny Księżyc i Mars, gdzie wspomagamy się pojazdami. Tym razem pola bitwy są przygotowane głównie pod nowe tryby: Rift, Zone Control oraz Mayhem.

Rift to szybkie potyczki będące wariacją na temat trybów „capture the flag”. Na środku mapy pojawia się ładunek wybuchowy zwany „Spark”, który musi przejąć przedstawiciel jednej z drużyn, po czym w przeciągu określonego czasu donieść do bazy przeciwnika. Jeżeli nie uda się zanieść na czas, wówczas ładunek zabije niosącego.

5

To tylko tło

Zone Control to tryb oparty o kontrolę poszczególnych obszarów - im więcej miejsc jest w posiadaniu drużyny, tym więcej punktów ona zyskuje. Zabijanie innych graczy punktowane jest minimalnie, by położyć nacisk na przejmowanie baz.

10 najlepszych i 10 najgorszych gier horrorów Możesz się bać i możesz się śmiać. 10 najlepszych i 10 najgorszych gier horrorów

Mayhem to szalone potyczki, w których skrócono okres ładowania się broni i umiejętności. Totalny drużynowy chaos, w którym trzeba trzymać głowę nisko i biegać bardzo szybko, gdyż inaczej grad wrogich ciosów.

Zauważalna jest również różnorodność broni w Crucible. Twórcy zbalansowali obrażenia rewolwerów, strzelb i karabinów, dzięki czemu nie ma jednej skutecznej broni gwarantującej większe szanse na polu bitwy.

The Taken King to bardzo dobre rozszerzenie. Wzbogaca niemal każdy element gry, zapewniając sporo frajdy i dobrą zabawę na kolejne wieczory. Można spokojnie powiedzieć, że Destiny trafiło na dobre tory i jest duża szansa, że dalszy rozwój tego projektu będzie równie atrakcyjny. Jeśli natomiast nie mieliście dotąd styczności ze Strażnikami, wersja Legendary Edition to świetna okazja do wskoczenia w pasjonujący świat gry.

8 / 10

Destiny: The Taken King - Recenzja Łukasz Winkel We właściwym kierunku. 2015-09-25T14:45:00+02:00 8 10
Reklama

Komentarze (13)

Załóż konto

lub

  • Wczytywanie...