Eurogamer.pl

Professor Layton vs. Phoenix Wright: Ace Attorney - Recenzja

Połączenie niemal idealne.

Capcom i Level 5 są bezwzględnie winni stworzenia jednego z najlepszych cross-overów, jakie ukazały się dotychczas na konsolach. Nie jest to produkcja doskonała, ma pewne drobne wady. Jednak żaden tytuł nie połączył jeszcze dwóch różnych serii w tak naturalny sposób.

Profesor Hershel Layton to angielski dżentelmen i archeolog. Nie jest detektywem, choć uwielbia rozwiązywać zagadki i analizować tajemnicze zjawiska. Phoenix Wright jest z kolei adwokatem, czasem nieco roztrzepanym, ale utalentowanym i lojalnym wobec klientów.

Bohaterowie spotykają się w niecodziennych okolicznościach. Trafiają do tajemniczego miasta, próbując pomóc pewnej dziewczynie. Labiryntia to lokacja dosyć specyficzna, niczym żywcem wyjęta z okresu średniowiecza. Layton postanawia odkryć sekret tego miejsca, pomaga mu w tym Luke Tritton, nieodłączny towarzysz. Z kolei Wright broni złotowłosej Espelli, oskarżonej - wydaje się - niesłusznie przez lokalne władze. Bohaterowie muszą współpracować, by dowiedzieć się, kto stoi za wszystkim, w co zostali wplątani.

Historia od początku przykuwa uwagę, przez parę godzin trudno domyślić się, czy pewnym postaciom na pewno możemy ufać. Choć ostateczne rozwinięcie i finał opowieści nie przewyższają tego, z czym mieliśmy do czynienia w różnych odsłonach serii Professor Layton czy Ace Attorney, to całość zdecydowanie trzyma poziom - pomimo że zakończenie nieco rozczarowuje.

Rozgrywka składa się z dwóch elementów. Można powiedzieć, że mamy do czynienia z dwiema grami w jednej. Tak jak w cyklu z Laytonem, eksplorujemy różne lokacje i rozmawiamy z napotkanymi postaciami, by historia się rozwijała. W trakcie zwiedzania rozwiązujemy łamigłówki, by pomóc mieszkańcom lub po prostu sprostać rzuconemu nam wyzwaniu.

Zagadki są bardzo różnorodne. Gracz musi wykazać się spostrzegawczością i umiejętnością logicznego myślenia. Celem może być dotarcie do celu w labiryncie, wskazanie przedmiotu nie pasującego do pozostałych, ułożenie puzzli i tym podobne zadania. Niektóre związane są z fabułą, inne stanowią tylko urozmaicenie.

Zwolennicy serii Professor Layton szybko zorientują się, że poziom trudności łamigłówek jest nieco mniejszy, niż w tradycyjnych odsłonach cyklu. Tylko kilka z nich to naprawdę poważne wyzwanie. Mimo to, rozwiązywanie poszczególnych zagadek pozostaje niezmiennie satysfakcjonujące i wywołuje uśmiech na twarzy.

Gra hojnie obdarowuje też odbiorcę monetami, którymi można płacić za podpowiedzi - to z kolei dobra wiadomość dla nowicjuszy, którzy nie są przyzwyczajeni do tego typu rozgrywki i chcą skupić się na poznawaniu fabuły.

„Twórcom udało się połączyć odmienne style rozgrywki bezbłędnie.”

p2

Kiedy Layton spotyka po raz pierwszy Phoenixa, ten nie jest do końca sobą...

Drugi filar rozgrywki to część procesowa, przeniesiona z gier Ace Attorney. W sali sądowej spędzamy więcej czasu niż na eksploracji i głowieniu się nad zagadkami, głównie ze względu na większą liczbę dialogów.

Jako obrońca, Phoenix Wright, bronimy oskarżonej osoby, słuchamy świadków, staramy się wskazać niezgodności w zeznaniach i prezentować w odpowiednich momentach dowody przeczące sprawozdaniom. Przebieg procesu jest zawsze interesujący, scenarzyści przygotowali parę zabawnych i zaskakujących zwrotów akcji. Ciekawą nowością jest przesłuchiwanie kilku osób jednocześnie i konieczność obserwowania reakcji na słowa innych zaznających.

Całości towarzyszą oczywiście charakterystyczne dla serii Ace Attorney animacje, zachowania i linie dialogowe bohaterów, komiczne postawy i osobowości świadków. Dotyczy to zresztą obydwu części składowych gry. Nawet rozmowy przedstawione są inaczej, w zależności od tego, czy kierujemy akurat poczynaniami Laytona, czy Wrighta.

Twórcom udało się połączyć te odmienne style rozgrywki bezbłędnie. Nigdy nie mamy poczucia, że coś zostało wepchnięte do gry na siłę, czy że nie pasuje do całości. To naprawdę duże osiągnięcie i główna zaleta tego projektu.

p1

Sceny przerywnikowe to po prostu fragmenty dobrego filmu animowanego

Trójwymiarowa oprawa jest dopracowana i porządna, choć - przynajmniej w przypadku etapów z Laytonem - wymaga chwili przyzwyczajania. Profesor był do tej pory zawsze dwuwymiarowym modelem. Animowane sceny przerywnikowe trzymają poziom, do którego przyzwyczaili nas twórcy z Level 5. Cieszy też obecność oryginalnych głosów profesora i jego pomocnika oraz świetna ścieżka dźwiękowa Tomohito Nishiury, kompozytora muzyki wszystkich odsłon serii Professor Layton.

99 gier RPG... ...które napisały historię gatunku 99 gier RPG...

Trzeba zaznaczyć, że znajomość poszczególnych cyklów nie jest wymagana, by cieszyć się ich połączeniem. Z tego powodu, Professor Layton vs. Phoenix Wright: Ace Attorney może stanowić dobre wprowadzenie do obydwu światów. Twórcy przygotowali oczywiście sporo nawiązań i smaczków dla fanów, pozostali jednak ich nie zauważą i nie poczują nawet, że czegoś nie rozumieją.

Niestety, opowieść poznają tylko ci, którzy dobrze znają język angielski. To żadna nowość w przypadku gier Nintendo - warto jednak wspomnieć, że nie przygotowano polskiej wersji.

Professor Layton vs. Phoenix Wright: Ace Attorney to nie tylko gra z niecodziennie długim tytułem. To świetna, intrygująca i wciągająca przygoda, zapewniająca ponad dwadzieścia godzin zabawy. Oferuje to, co najważniejsze w obydwu popularnych cyklach - choć przy nieco mniejszym poziomie trudności.

8 / 10

Professor Layton vs. Phoenix Wright: Ace Attorney - Recenzja Mateusz Zdanowicz Połączenie niemal idealne. 2014-03-31T11:26:00+02:00 8 10
Reklama

Komentarze

Załóż konto

lub

  • Wczytywanie...