Halo: Spartan Assault - Recenzja

Spartanie z lotu ptaka.

Szturmuję posterunek Covenant przy użyciu karabinu, kilku przylepnych granatów i pancerza wzmocnionego ofensywnym polem siłowym. Pojazdy i eksplodujące urządzenia rażą przestraszonych wrogów i skutecznie odwracają uwagę. Wsiadam do osamotnionego pojazdu pancernego typu Wraith i eliminuję resztki przeciwników. Misja wykonana. UNSC znów zwyciężyło. Brzmi znajomo?

Halo: Spartan Assault to gra akcji widziana z rzutu izometrycznego, w której biegamy małym Spartaninem i strzelamy do atakujących ze wszystkich stron oddziałów Covenant. Nie powinnna dziwić taka perspektywa i model rozgrywki, kiedy uświadomimy sobie, że jest to konwersja gry, która pierwotnie trafiła na urządzenia mobilne. Trudno zatem uznać ją za produkcję godną konsol nowej generacji czy nawet poprzedniej, lecz jedno jest pewne - daje się tu wyczuć duchową więź z uniwersum Halo.

Jesteśmy świadkami wydarzeń rozgrywających się pomiędzy trzecią a czwartą częścią serii. Wcielamy się przemiennie w dwoje bohaterów: komandor Sarę Palmer oraz Edwarda Davisa. Oboje mogliśmy poznać dzięki Halo 4: Spartan Ops oraz komiksom „Halo: Initiation” i „Halo: Escalation”. Dwójka wyspecjalizowanych żołdaków UNSC krzyżuje plany wrogich Covenant, poszukujących nowych artefaktów i broni, które pozostały po cywilizacji znanej jako Forerunners.

Akcja toczy się głównie na planecie Dreatheus-V i księżycu X50. Fabuła jest szczątkowa i poza animowanymi wprowadzeniami do poszczególnych rozdziałów, trudno mówić o jakkolwiek przejmującej narracji.

Za pomocą dwóch gałek analogowych poruszamy się i ustalamy kierunek strzału - mechanika znana chociażby z Super Stardust, Dead Nation i wielu innych. Do dyspozycji mamy szereg klasycznych w Halo broni: od karabinów szturmowych UNSC po gubione przez obcych pistolety plazmowe, ciężkie granatniki i całą kosmiczną resztę za wyjątkiem niedostępnych mieczy energetycznych - tymi możemy co najwyżej dostać po głowie.

„Całkiem spory wybór oręża wzbogacają ulepszenia pancerza oraz liczne maszyny bitewne.”

halo spartan assault recenzja 2

Bułka z masłem

Całkiem spory wybór oręża wzbogacają ulepszenia pancerza oraz liczne maszyny bitewne. Podobnie jak w pełnoprawnych częściach serii, możemy wykorzystać każde działko stacjonarne czy też pojazd. A nawet wskoczyć na czołg wroga i unieszkodliwić go granatem wrzuconym do środka! Trudno sobie wyobrazić Halo bez powyższych elementów i w tym aspekcie mały projekt 343 Industries i Vanguard Games zaskoczył mnie nader pozytywnie.

Każda z nieco ponad 30 misji polega na wykonaniu krótkich zadań na mało skomplikowanych mapach. Głównie chodzi o wyeliminowanie jak największej liczby przeciwników, obronę ostrzeliwanych towarzyszy bądź też eskortę do wyznaczonego punktu ewakuacyjnego. Większość misji nie stanowi wyzwania i wystarczy strzelać oraz miotać każdą zebraną bronią, by bez problemu ukończyć etap. Z czasem silniejsi przeciwnicy zmuszą do większego lawirowania między osłonami, ale nadal trudno mówić o stopniu trudności porównywalnym do przygód widzianych z perspektywy pierwszej osoby.

Przez cały etap zbieramy punkty za każdego zabitego wroga czy wykonane zadanie, a po przejściu misji widzimy podsumowanie nagradzające nas brązowym, srebrnym lub złotym medalem. Chęć poprawiania rekordu skutecznie niszczą zaimplementowane, a jakże, mikrotransakcje. Za zebrane w misjach doświadczenie oraz prawdziwe pieniądze możemy na jedną misję wykupić ulepszenia i silniejsze bronie dla postaci, co kompletnie zaburza równowagę między graczami i wysyła prosty komunikat: „Jeżeli zapłacisz, to osiągniesz znacznie lepszy wynik”.

Wersje na Xbox 360 i Xbox One wprowadzają tryb kooperacji, ale tylko sieciowej, bez możliwości gry lokalnej. Gracze wspólnie mogą odpierać fale przeciwników, którzy na potrzeby trybu dla dwóch osób występują w liczniejszych grupach. Bolesny jest jednak brak możliwości grania wspólnie na jednym ekranie, zwłaszcza że każde inne Halo na konsoli pozwala na rozgrywkę dla pary entuzjastów, siedzących na tej samej kanapie.

halo spartan assault recenzja 1

Akcja aż dech zapiera!

Spartan Assault cierpi z powodu drobnych błędów technicznych. W ciągu pięciu godzin, potrzebnych na ukończenie całej kampanii, zdarzyły mi się dwa kompletne zawieszenia konsoli. Kilka razy utknąłem też w teksturach oraz zauważyłem, że przy dłuższym pokonywaniu poziomu muzyka nie wznawiała się po zakończeniu odtwarzania i towarzyszyły mi tylko dźwięki strzałów, eksplozji i kwiczących obcych. Dodatkowo, problemem jest nieprecyzyjność celowania - możemy to odczuć najbardziej przy rzucaniu granatami, gdy nie do końca mamy pewność, że rzucimy tam, gdzie odchylamy prawy analog.

Najlepsze gry generacji Lista przebojów. Najlepsze gry generacji

Z początku nieprzekonany do mechaniki i widoku z lotu ptaka, szybko odnalazłem się w Halo: Spartan Assault, by już po godzinie rozgrywki odczuć znużenie. Powtarzające się zadania i zbliżone do siebie mapy przypominają o korzeniach, zasadzonych w obszarze gier mobilnych. To, co składa się na świetną strzelankę na tablety i smartfony z Windows Phone, na dużym ekranie okazuje się niewystarczające i wyjątkowo przeciętne w świetle konkurencyjnych tytułów z gatunku.

To zdecydowanie jest Halo - słyszymy odpowiednią nutę w każdym dźwięku umierającego Grunta i wybuchającego granatu plazmowego. Nie jest to jednak Halo, jakiego oczekiwalibyśmy na dowolnej, dużej konsoli Microsoftu.

6 / 10

Zasady oceniania gier w Eurogamer.pl Halo: Spartan Assault - Recenzja Łukasz Winkel Spartanie z lotu ptaka. 2014-02-11T09:30:00+01:00 6 10

Komentarze (5)

Załóż konto

lub

  • Wczytywanie...