Eurogamer.pl

Flower (PS4) - Recenzja

Ponadczasowa podróż.

Jeśli przepełnione energią i eksplozją strzelaniny nazwalibyśmy sportem ekstremalnym, Flower jest niczym spacer po mazurskim lesie. Padające piękną poświatą na urocze ścieżki promienie słońca, płynący nieopodal strumyk, słyszane w oddali wody jeziora, stukające rytmicznie o przycumowane łódeczki. I unoszący się, delikatny niczym płatek róży śpiew drzew.

Po niemal pięciu latach od właściwej premiery na PlayStation 3, projekt studia Thatgamecompany, autorów pięknego Journey, został odświeżony w wersji na PlayStation 4. Jeśli dokonaliśmy wcześniej zakupu gry, teraz możemy ją pobrać za darmo, dzięki usłudze cross-buy. Ale czy warto sięgnąć po tę abstrakcyjną przygodę, jeśli wcześniej nie mieliśmy takiej okazji?

Wcielamy się w niewidoczny podmuch wiatru, który porusza się po ugorach, polach i łąkach. Szukamy kwiatów. Za każdym razem, gdy dotkniemy pędu, roślinka rozkwita i kolejne płatki dołączają do dmuchanego przez nas warkocza.

Oficjalny zwiastun gry Flower, opublikowany tuż przed premierą, w 2009 roku

Z początku słońce świeci wysoko na niebie, a my hulamy po bezkresie, w towarzystwie relaksującej melodii. Sterujemy wiatrem wyłącznie za pomocą ruchów pada, odpowiednio go wychylając, oraz jednego przycisku, dzięki któremu podmuch staje się silniejszy, a płatki fruną szybciej i szybciej. Możemy wzbić się wysoko do góry, a potem szybko wrócić nad samiutką ziemię, i sunąć pomiędzy trawami, obserwując ich kołyszące się źdźbła.

Każdy dotknięty kwiatek wydaje dźwięk. Szybko więc zdajemy sobie sprawę, że nie tylko zbieramy kwiatki, ale tworzymy też swego rodzaju akompaniament dla przewodniej ścieżki dźwiękowej. Doświadczenie nabiera na sile, gdy jesteśmy w stanie w odpowiednim rytmie uderzać w kolejne pędy i skupiska roślin, szaleć po łące lub delikatnie, wolniutko bawić się niezwykłością zjawiska. Kolorowy, słoneczny świat intensywnie pobudza wyłącznie pozytywne myśli.

Początkowe etapy ulegają później przeobrażeniom, a nasza przygoda niewątpliwie zmierza do jakiegoś finału. Nie ma tu jednego znaczenia, jednego przesłania; scenariusza, który w mig pozwoliłby zorientować się, o co chodzi. Interpretacja należy tylko do nas. Do każdego z nas. Kontrast pomiędzy pięknem i siłą natury a smutną cywilizacją, zamkniętą w niemych wieżowcach, to jedynie krótka, przelotna myśl. W tej grze to my jesteśmy siłą natury, a piękno pokonuje to, co w świecie brzydkie i budzące złe skojarzenia.

1

Jako żywo, inwokacja „Pana Tadeusza”

Flower to odprężająca, trwająca od godziny do dwóch podróż. Pewnie zbyt krótka i nieco za droga, ale z pewnością warta uwagi. Nie ma tu tradycyjnego wyzwania, nie musimy zebrać wszystkich kwiatów, nie gromadzimy punktów. Kolejne etapy, zamknięte w pewnych obszarach, pozwalają cieszyć się chwilą relaksu i spokoju, stojąc dokładnie w opozycji do tego, co doświadczamy w grach na co dzień.

Dla wielu z nas tego typu „rozgrywka” może okazać się zbyt nużąca lub po prostu nudna - choćby z tego powodu jest to ciekawy eksperyment. Możemy bowiem sami przekonać się, do czego przyzwyczaili nas twórcy wysokobudżetowych gier akcji.

Pod względem oprawy wizualnej wersja PlayStation 4 prezentuje się jeszcze piękniej niż oryginalna edycja. Rozdzielczość 1080p oraz 60 klatek na sekundę, plus udoskonalone efekty świetlne - wszystko to sprawia, że proponowane przez twórców doświadczenie nabiera kolejnych rumieńców.

Ale też staje się dowodem, że nawet bez żadnych poprawek, Flower pozostaje projektem ponadczasowym.

8 / 10

Flower (PS4) - Recenzja Zbigniew Jankowski Ponadczasowa podróż. 2014-01-17T11:23:00+01:00 8 10
Reklama

Komentarze

Załóż konto

lub

  • Wczytywanie...