Eurogamer.pl

The Banner Saga - Recenzja

Karawaną przez świat.

W The Banner Saga często obserwujemy powolny marsz karawany, chłoniemy piękne krajobrazy i świetną muzykę. Te momenty wytchnienia doskonale komponują się z licznymi rozmowami i taktycznymi, turowymi potyczkami, tworząc bardzo wciągającą, choć nie w pełni kompletną grę RPG.

Akcja toczy się w świecie, w którym bogowie umarli, a słońce wisi nieruchomo na niebie. Zbudowana jest z dwóch, przeplatających się wątków: historii olbrzymów, eskortujących do stolicy misję dyplomatyczną oraz uchodźców przepędzonych z domów przez kamienne potwory - dredge. Wcielamy się w przywódców obu grup.

Każda z karawan napotyka inne trudności. Hakon, dowódca olbrzymów, musi wycinać sobie drogę przez zastępy wrogów, którzy pojawili się znikąd po latach pokoju. Kierując jego poczynaniami niemal codziennie toczymy bitwy, robiąc tylko krótkie przerwy na odpoczynek i leczenie. Kiedy przejmujemy kontrolę nad ludźmi, słuchającymi rozkazów Rooka, nasze obowiązki przybierają nieco inny wymiar - musimy zdobyć pożywienie dla wszystkich uchodźców, rozstrzygać spory i bronić się przed złodziejami i bandytami.

Zespołowi Stoic Games zależało na stworzeniu historii poruszającej poważne problemy i stawiającej przed graczem realistyczne wyzwania. W świecie gry nie ma wyraźnego podziału na dobro i zło, a pytania, na które musimy odpowiedzieć, rzadko mają jedną, prawidłową odpowiedź. Dbając o podopiecznych będziemy czasem zmuszeni okradać porządnych ludzi, ignorować tych, którzy proszą o pomoc i szukać rozwiązania, które przyniesie jak najmniejsze straty. Niezależnie od naszych wysiłków, prędzej czy później zaczniemy tracić ludzi, wyzwaniem staje się więc ograniczenie wszystkich smutnych przypadków do absolutnego minimum.

Wpływ gracza na główny wątek fabularny jest bardzo ograniczony - nie możemy decydować o trasie, jaką podążać będzie karawana, a w niektórych, ważnych dla opowieści rozmowach, jesteśmy tylko biernymi obserwatorami. Szczególnie nieciekawie prezentuje się w tym aspekcie pewna narada wojenna, podczas której Rook nie odzywa się ani słowem. Odgrywanie roli postaci drugoplanowej nie należy do zbytnio przyjemnych doświadczeń, mimo że opowieść jest bardzo angażująca.

Twórcy zachęcają, byśmy po podjęciu decyzji żyli z jej konsekwencjami - The Banner Saga nie posiada opcji zapisu stanu gry innej niż automatyczna. Jeśli chcemy cofnąć się do momentu przed rozwiązaniem jakiegoś problemu, musimy zazwyczaj zrezygnować z kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu minut postępów. Sprawdzanie wszystkich dostępnych opcji zajmuje masę czasu, szczególnie jeśli do tragedii doprowadziła decyzja podjęta kilka rozdziałów wcześniej. Ukończenie kampanii za pierwszym razem powinno zająć nie więcej niż 10 godzin.

Nieco zawodzi finał, który w bardzo ładny sposób zamyka jeden ważny dla fabuły wątek i kompletnie ignoruje drugi. The Banner Saga od początku planowane było co prawda jako trylogia, Stoic Games obiecywało jednak, że każda z części stanowić będzie odrębną i kompletną historię - nie do końca udało się to w omawianym epizodzie. Szkoda także, że w drugiej połowie gry część postaci, które poznawaliśmy przez kilka godzin zabawy znika, by pojawić się dopiero w wielkim finale.

„Wpływ gracza na główny wątek fabularny jest bardzo ograniczony.”

Model walki oparty jest na dwóch statystykach: redukującym obrażenia pancerzu i sile, która określa żywotność postaci oraz skuteczność jej ataku. Aby wyeliminować przeciwnika, musimy zredukować drugą z cech do zera, czego często nie da się zrobić bez rozbicia chociaż części jego zbroi. Ten prosty system sprawia, że nawet na normalnym poziomie trudności starcia wymagają starannego planowania i znajomości specjalnych umiejętności naszych podkomendnych.

Bitwy rozgrywane są w turach, podczas których gracz porusza się na zmianę z komputerowym przeciwnikiem. O ile przez większość czasu rozwiązanie to sprawdza się bardzo dobrze, staje się niesprawiedliwe w sytuacji, gdy jedna ze stron osiągnie znaczącą przewagę liczebną. W późnych fazach starć, gdy szóstką bohaterów próbujemy dobić ostatnie dwie jednostki przeciwnika, możemy ponieść spore straty, ponieważ członkowie mniejszego oddziału poruszać się będą znacznie częściej. Sprawia to także, że finałowa walka jest niemożliwa do wygrania, jeśli źle ustawimy kolejność działań naszych bohaterów.

Szczęśliwie, bohaterowie nie mogą zginąć w trakcie bitew. Pokonani przez kilka dni walczą z mniejszą skutecznością, lecz stopniowo wracają do zdrowia. Członków drużyny możemy stracić tylko na skutek naszych decyzji, a szerzej - ich konsekwencji. W rezultacie niektórzy ludzie, wcześniej lub później, mogą nas opuścić lub nawet umrzeć, w zależności od tego, jak pokierujemy losem karawany.

Rozwój postaci odbywa się bez punktów doświadczenia - bohaterowie mogą awansować, jeśli pokonają określoną liczbę przeciwników i uiszczą odpowiednią opłatę w punktach renomy, zdobywanych podczas walk i po podjęciu niektórych decyzji. Przez znaczną część gry nie możemy jednak swobodnie zwiększać zdolności bohaterów, bowiem renoma pełni także funkcję waluty, za którą kupujemy artefakty i żywność dla karawany. Zmusza to do ostrożnego zarządzania zasobami i zapobiega zbyt szybkiemu rozwojowi postaci.

Mimo wielu zapożyczeń z kultury i mitologii skandynawskiej, w świecie gry nie zobaczymy znajomych bogów ani nadnaturalnych stworzeń; nie usłyszymy też popularnych legend. Autorzy włożyli wiele wysiłku w stworzenie własnej historii, a efekty tej pracy oglądamy w bogatych opisach poszczególnych bogów oraz na mapie świata, po brzegi wypełnionej opisami krajów, regionów i interesujących miejsc.

Inspiracje widać także wyraźnie w sferze wizualnej. Cumujące w porcie drakkary, charakterystyczne dla krajów skandynawskich budynki, a nawet dobór czcionek nie pozostawiają wątpliwości, co do tego, jaką kulturę za wzór postawili sobie twórcy. Wszystkie napisy, które oglądamy w miasteczkach i podczas wędrówki przez świat gry, doskonale komponują się z otoczeniem, tworząc spójną wizję. Na szczególną uwagę zasługuje wygląd postaci - jakości produkcji Stoic Games nie powstydziliby się najlepsi animatorzy Disneya.

Oglądanie bohaterów w działaniu podczas starć jest równie przyjemne, co podziwianie krajobrazów w trakcie wędrówki. Nieco gorzej wypadają sceny rozmów, podczas których oglądamy nieruchome obrazki, jednak nawet tutaj liczba szczegółów i jakość wykonania robią niemałe wrażenie. Całość podkreśla równie dobrze napisana muzyka, dzięki której czujemy spoczywający na ramionach bohaterów ciężar i odpowiedzialność.

The Banner Saga to gra stworzona przez artystów, dla których oprawa graficzna, muzyka i scenariusz są ważniejsze od samej rozgrywki. Na szczęście, trzyosobowemu zespołowi Stoic Games nie zabrakło umiejętności, by utrzymać odpowiednią równowagę. Dzięki temu mamy do czynienia z projektem interesującym artystycznie, lecz oferującym jednocześnie wciągającą zabawę.

8 / 10

The Banner Saga - Recenzja Artur Cnotalski Karawaną przez świat. 2014-01-14T15:00:00+01:00 8 10
Reklama

Komentarze (8)

Załóż konto

lub