Tiny Brains - Recenzja

Pinky, mózg i koledzy.

Testowano na: PC

Tiny Brains to gra logiczna, w której możemy bawić się samodzielnie lub z maksymalnie czwórką znajomych. Ciekawy pomysł został przełożony na niezbyt interesującą rozgrywkę, a cztery rozdziały przygotowanej przez twórców historii stawiają przed nami ciągle te same wyzwania.

Tytułowe „małe mózgi” to zwierzątka, które w wyniku eksperymentów szalonego naukowca obdarzone zostały inteligencją oraz wyjątkowymi mocami, pozwalającymi na różne sposoby manipulować niewielkimi obiektami. Naszym celem jest bezpieczne przeprowadzenie stworków przez serię zagadek i potyczek z armią agresywnych, miniaturowych kurczaków, a droga do wolności prowadzi przez rozgrzane do czerwoności piekarniki i tory przeszkód, po których toczymy olbrzymie kule.

Fabuła skupia się na wnętrzu labiryntu, który został przygotowany specjalnie na potrzeby testowania umiejętności stworków. Przechodząc między pomieszczeniami słuchamy szalonego naukowca komentującego nasze postępy. Ten element irytuje od samego początku - nie dość, że aktorstwo stoi na niezbyt wysokim poziomie, a kaleczący język angielski geniusz brzmi jak postać z filmu klasy B, to w dodatku wszystkie żarty są wymuszone i niezbyt śmieszne.

Problem rozwiązywałaby częściowo komunikacja głosowa - w końcu nieodzownym elementem gier kooperacyjnych jest przekrzykiwanie się i wyśmiewanie błędów kolegów, jednak - przynajmniej w testowanej wersji PC - klient VOIP jest bezużyteczny. Jeśli nawet osoby po drugiej stronie łącza usłyszą, że cokolwiek mówimy - szansa, że zrozumieją choć jedno zdanie jest nikła.

„Granie bez znajomych nie ma najmniejszego sensu.”

Granie bez znajomych nie ma najmniejszego sensu - konstrukcja rozgrywki sprawia, że samodzielne rozwiązanie niektórych zagadek graniczy z cudem, trudno bowiem jednocześnie wystrzelić bryłę lodu przez przepaść i stać na niej podczas lotu. Po ukończeniu wątku głównego otrzymujemy dostęp do specjalnego trybu, w którym przejmujemy kontrolę nad Julesem - jednym zwierzakiem dysponującym umiejętnościami wszystkich czterech małych mózgów, jednak po przemęczeniu się z podstawową kampanią, ciężko znaleźć zapał, by dalej badać świat Tiny Brains.

Niewiele lepiej wygląda rozgrywka w trybie kooperacji, która w założeniu przeznaczona jest dla czterech graczy. Jednak wypada nieznacznie lepiej, gdy gramy we dwójkę lub trójkę, gdyż możemy wtedy w miarę swobodnie przełączać się między stworkami. W sytuacji, gdy każdy na stałe przywiązany jest do jednego zwierzaka, rozwiązywanie części zadań staje się karkołomne. Na szczęście, po ukończeniu pierwszego rozdziału znamy już większość czekających przed nami wyzwań, bo zamiast tworzyć nowe zagadki, twórcy podnoszą tylko poziom komplikacji poprzednich pomieszczeń.

Kiedy nie rozwiązujemy zagadek, musimy odpierać najazdy zmutowanych, miniaturowych kurczaków. Podstawową bronią są elementy otoczenia - na polach bitew często znajdują się dogodnie rozmieszczone palniki, zgniatarki i inne narzędzia, za pomocą których szalony naukowiec przygotowuje ulubiony posiłek - pieczoną kurę. Starcia pozwalają rozluźnić się nieco pomiędzy zagadkami, bo zamiast skupiać się na pracy w grupie, możemy bez ograniczeń korzystać z mocy - nie oglądając się zbytnio na to, co robią pozostali gracze.

Sporym problemem, a jednocześnie - o dziwo - urozmaiceniem monotonnej rozgrywki są kłopoty z silnikiem gry, który sprawia, że część zagadek rozwiązujemy oszukując i korzystając z kiepsko działającej fizyki. Czasami znajdujący się w trudno dostępnym miejscu klocek wystrzeliwuje nagle w powietrze i ląduje tuż obok miejsca, w którym musimy go umieścić. Usterki tego typu mogą z początku bawić. Kiedy jednak zaczynają się powtarzać, stają się po prostu irytujące.

„Gry nie ratuje kreskówkowa oprawa.”

Równolegle do premiery na komputerach stacjonarnych Tiny Brains zadebiutowało na konsolach i już na pierwszy rzut oka widać, że PC nie było dla twórców gry najważniejszą platformą - menu nie obsługuje myszy, a w podpowiedziach wyświetlane są przyciski z pada. Największym problemem jest jednak tryb kooperacji - opcja rozgrywki za pośrednictwem sieci dostępna jest tylko dla podstawowej kampanii. Jeśli chcemy przetestować któryś z pozostałych trybów, takich jak piłka nożna, musimy zebrać znajomych przy jednym komputerze.

Tiny Brains nie jest ładne, dobrze napisane ani wciągające. Gry nie ratuje kreskówkowa oprawa, a nudne zagadki sprawiają, że zamiast polować na rozrzucone po labiryntach kawałki sera, marzymy tylko o tym, by jak najszybciej dotrzeć do finału zabawy. Na szczęście, na ukończenie gry potrzebujemy zaledwie trzech godzin.

4 / 10

Zasady oceniania gier w Eurogamer.pl Tiny Brains - Recenzja Artur Cnotalski Pinky, mózg i koledzy. 2014-01-02T10:15:00+01:00 4 10

Komentarze (1)

Załóż konto

lub