Eurogamer.pl

Hitman: Rozgrzeszenie - Recenzja

Cichy zabójca powraca, by zmierzyć się z własną legendą.

Minęło 6 lat odkąd Hitman ostatni raz gościł na naszych ekranach. Agent nie zestarzał się ani trochę. Nadal wygląda na surowego, bezlitosnego faceta, który każde zabójstwo traktuje jak zwykłe zadanie. Zaczął jednak podejmować własne decyzje, sprzeciwił się zleceniodawcom, a z jego ust częściej wypływają pełne zdania. Choć o głównym bohaterze można mówić w samych superlatywach, całości daleko do ideału.

Hitman: Rozgrzeszenie to pierwsza odsłona cyklu, w której fabuła odgrywa tak istotną rolę. Agent - w polskiej wersji Paweł Małaszyński - otrzymuje nowe zlecenie: ma zabić Dianę, która kiedyś uratowała mu życie, ale jednocześnie zdradziła agencję i porwała młodą Victorię. Pozbywając się celu, Hitman szybko orientuje się, do czego doprowadzili go przełożeni. Zrywa kontakt z agencją, ratuje Victorię i zostawia ją w bezpiecznym miejscu. Nie jest jednak świadom, jak ważna jest dziewczyna i ile osób się nią interesuje.

Zwiastun Hitman: Rozgrzeszenie

Zasiadając do gry należy pożegnać się z wizją otwartego świata. Wszystkie misje zostały podzielone na mniejsze etapy, zazwyczaj polegające na zapuszczeniu się w głąb danej lokacji, by później niepostrzeżenie się z niej wymknąć. Każde pomieszczenie lub kawałek terenu to wydzielony obszar, który zawiera konkretne zadanie do wykonania. Pole manewru zostało więc znacznie ograniczone - swobodna eksploracja zniknęła na rzecz nieskomplikowanych tras i narzuconych dróg. Historia zajmuje około 10 godzin, nie licząc ewentualnej dużej liczby powtórek w razie niepowodzenia.

Wszystkie misje są w pewien sposób powiązane, a główny wątek idealnie spaja poszczególne zadania. Żadne zlecenie nie wydaje się przypadkowe. Wrogowie znają się ze sobą lub mają wspólne cele. Najważniejsi dla fabuły oponenci okazali się jednak częścią najłatwiejszych fragmentów rozgrywki. By ich zabić, wystarczy nacisnąć kilka przycisków, a zwolnione tempo dodatkowo ułatwia zadanie.

„Hitman: Rozgrzeszenie to pierwsza odsłona cyklu, w której fabuła odgrywa tak istotną rolę.”

1

Podstawa pracy zabójcy to inteligentne przebranie się w typowego przechodnia

Zabójstwa pozostały najważniejszym elementem gry. Wskazany cel możemy oczywiście zlikwidować na kilka różnych sposób, niekoniecznie wybierając tylko pomiędzy brutalnym a cichym. Czasem warto popisać się kreatywnością i poszukać nowych rozwiązań. Postaci poboczne można likwidować równie widowiskowo, a celniejsze trafienia podkreślane są zwolnionym tempem i delikatnym rozmyciem. W końcu nic nie cieszy tak, jak kula wryta w czaszkę przeciwnika, znajdującego się w sporej odległości.

W grze jesteśmy nagradzani za cichy i spokojny sposób rozgrywki. Każdą misję zaczynamy z wyzerowanym licznikiem punktów po to, aby wykonując zadanie otrzymać sporą ich liczbę. Tracimy je zabijając osoby, które nie są naszym celem, zostawiając na widoku zwłoki czy wszczynając alarmy. Zabicie cywila wiąże się z najsurowsza karą. Niekiedy możemy skończyć misję z ujemnym stanem konta punktowego, ale zawsze otrzymamy rangę odpowiadającą stylowi rozgrywki na danym etapie.

Przechodząc pierwsze misje rozmyślałem nad kierunkiem, który obrali twórcy ze studia IO Interactive. Okazało się bowiem, że przez większość czasu chowałem się za przeszkodami, nie wychodziłem z ukrycia i wyczekiwałem na odpowiedni moment. Każda zmiana miejsca opierała się na szybkim i niewidocznym przemknięciu za plecami wrogów. Mogłem po cichu zabijać i chować ciała, ale nowe stroje, pozyskane z wrogów, były zupełnie bezużyteczne. Najmniejszy błąd wystarczył, by zostać przyłapanym na gorącym uczynku. Czasem łatwiej było przebiec od drzwi do drzwi licząc na to, że wrogowie po prostu nas nie zauważą.

„Rozgrywka stała się po pewnym czasie monotonna, a monotonność miejscami bywała wręcz irytująca.”

2

Rozgrywka stała się po pewnym czasie monotonna, a monotonność miejscami bywała wręcz irytująca. By cieszyć się grą, postanowiłem, że obiorę nową taktykę, i z cichego agenta zamieniłem się w bezlitosnego zabójcę. Zabawa szybko zaczęła przypominać grę akcji - okazała się dużo bardziej dynamiczna i owocująca w ciekawe doświadczenia. Żadnej z misji nie uda się ukończyć, gdy ścigają nas wrogowie, więc należało albo zgubić niewygodny ogon, albo pozbyć się wszystkich świadków. Spora ilość zużytych kul i masa podziurawionych ciał pozwoliła ukończyć kampanię z zapartym tchem.

Do wyboru jest pięć poziomów trudności. Ten dla weteranów to esencja bycia Agentem i brak jakiejkolwiek pomocy. Łatwiejsze tryby zawierają sporo ułatwień, wspierając w szczególności tych graczy, którzy wcześniej nie mieli do czynienia z serią. Dzięki intuicji, przedstawionej w postaci regenerowanego paska, możemy obserwować wrogów przez ściany, spowalniać czas i eliminować zaznaczonych wcześniej przeciwników za pomocą jednego przycisku lub chwilowo ich oszukiwać, przechodząc obok bez ryzyka zauważenia.

Najlepsze strzelanki Dla każdego coś fajnego. Najlepsze strzelanki

Tytuł stanowi prawdziwą gratkę dla fanów zbierania i kolekcjonowania przedmiotów. Mimo iż Agent rozstaje się ze swoją walizką, to arsenał broni nadal imponuje. W każdej lokacji jest ich kilka do znalezienia - zazwyczaj są w posiadaniu wrogów lub po prostu leżą i czekają, aż ktoś z nich skorzysta. Za głowę złapiemy się dopiero, gdy ujrzymy ilość możliwych do zebrania mniejszych przedmiotów, służących do ogłuszenia lub rozproszenia wroga. Od cegieł, butelek, noży, przez kable, pogrzebacze, odbiorniki radiowe, na zabawkach i psich kościach kończąc - większość z nich nie ma większego znaczenia. Są tylko zmorą kolekcjonerów, ale również małą niespodzianką dla wytrwałych. W podsumowaniu każdej misji, widzimy zebrane przedmioty oraz te, których nie dostrzegliśmy.

Gra oferuje szeroki wachlarz strojów. Przebrania zdejmujemy z ciał oponentów lub znajdujemy w gotowych paczkach. Straciły one jednak całkowicie na znaczeniu. Wcielając się w policjanta i przechodząc obok postaci o tej samej profesji, zostajemy natychmiastowo zauważeni i podejrzani o oszustwo. Czy naprawdę wszyscy gliniarze w Chicago znają na pamięć swoje twarze? W takim przypadku zmiana stroju nie ma najmniejszego sensu - stróże prawa zareagowaliby dokładnie tak samo, gdyby ujrzeli Hitmana w charakterystycznym garniturze i z kodem kreskowym na potylicy. Sytuacja wygląda inaczej, gdy znajdujemy się na terenie wroga, ale w towarzystwie osób, które pracują w innej branży i nie mają szansy nas rozpoznać dopóki zachowujemy się dostatecznie niepodejrzanie. Wtedy możemy odetchnąć i na chwilę wychylić się z opatrzonych już kryjówek.

„Przebrania zdejmujemy z ciał oponentów lub znajdujemy w gotowych paczkach. Straciły one jednak całkowicie na znaczeniu.”

Hitman: Rozgrzeszenie - pierwsze 25 minut wersji angielskiej

Ciekawym eksperymentem jest tryb multiplayer, którego ciężko było spodziewać się po takiej grze, jaką jest Hitman. Zamiast typowego trybu wieloosobowego otrzymujemy „Kontrakty”, które angażują graczy z całego świata. Całość polega na stworzeniu misji, którą udostępniamy potem innemu użytkownikowi. Wybieramy cel, przebranie, broń oraz dodatkowe bonusy za określony przez nas sposób wykonania zadania. Nie odbywa się to jednak poprzez sztuczny kreator, w którym jesteśmy zupełnie bezbronni i bawimy się we wszechmogącego. Aby stworzyć jakąś misję, musimy najpierw sami ją wykonać. Wybieramy lokację znaną z fabuły, zdobywamy broń, ewentualny strój i ruszamy na łowy. Po wyeliminowaniu wytypowanych celów, gra zapisuje nasze ustawienia i zleca innemu graczowi odtworzenie rozgrywki na takich samych warunkach. Można więc powiedzieć, że każda misja jest powtórką tego, co zrobił jej twórca.

„Kontrakty” bardzo urozmaicają rozgrywkę. Możliwości są nieograniczone, o ile oczywiście nie wykraczają poza założenia gry. Przyjaciele mogą wzajemnie rzucać wyzwania i porównywać wyniki w specjalnych rankingach. Nigdy jednak nie spotkają się na mapie, ponieważ każde z zadań wykonywane jest indywidualnie.

Hitman: Rozgrzeszenie to gra, która nie wpisuje się w wypracowany przez wiele lat wizerunek legendy. Jako symulacja płatnego zabójcy rozczarowuje powtarzalnością i monotonną rozgrywką. Jako sensacyjna gra akcji sprawdza się całkiem nieźle, przynosząc sporo fajnej zabawy.

7 / 10

Hitman: Rozgrzeszenie - Recenzja Dorian Loewe Cichy zabójca powraca, by zmierzyć się z własną legendą. 2012-11-25T00:00:00+01:00 7 10
Reklama

Komentarze (14)

Komentarze zostały zamknięte, ale możesz kontynuować dyskusję pod innymi materiałami lub na Forum!

  • Wczytywanie...